A niech ich wszystkich cholera! Ministrów od edukacji oczywiście.

Nie jestem fanem Giertycha. Oj, mało powiedziane. Ja po prostu go nie znoszę. Tak spektakularnych działań w kwestii szkodzenia polskiej edukacji nie podejmował chyba jeszcze nikt w historii.

Ale wiadomo, jest nowa jakość. Hall. Na imię? A skąd mam niby wiedzieć. Kaśka? Okazuje się, że jeśli chodzi o polską edukację za Giertycha było do dupy i teraz jest do dupy. Więc Pani Hall po pół roku urzędowania i po kolejnych wpadkach na egzaminach czy to gimnazjalnych czy maturalnych wpadła na pomysł, że to wszystko wina Giertycha.

Nie wiem czy z rozpędu nie wymieniała Legutki. Ten to dopiero napsuł w edukacji. tyle miał czasu.

No cóż. Skoro mamy winnych to pod sąd, na gilotynę i po sprawie. Kolejni do golenia już za rok.

Za to w edukacji bez zmian. Jest źle, lepiej nie będzie. był marny minister, jest marny minister. Ale co najbardziej przerażające, nie zmieniła się również filozofia zarządzania edukacją.

Nie oszukujmy się, problemem polskiej edukacji, jeśli posłużyć się egzemplifikacją tegoroczną, nie są ani tekst Żakowskiego na WOS-ie, ani nie przerobiony Żeromski, ani błąd w zadaniu z wielomianem na matematyce. Takie błedy będą się zdarzać zawsze, bo idioci, którzy sterują systemem dbają zupełnie o co innego. O co? O wyniki!

Skoro u Giertycha nie zdało matury 25% uczniów to można było arbitralnie stwierdzić, że matura była za trudna i dać ją za friko gromadce uczniów. No a później konferencja prasowa i wielki tryumf ministra. Zdawalność 99,9%

Skoro uczniowie mają szkołę w poważaniu, nie chcą się uczyć, nie chcą czytać, a wyniki jadą w dół to nie zmuszajmy ich do przeciążeń. Czytajmy im fragmenty. I od razu rezultaty na egzaminach fantastyczne.

Słyszeliścię tę historię z gimnazjum z miasta X, w którym nauczyciele kiedy zorientowali się, że nie omawiane były "Syzyfowe prace" zdecydowali się na odczytanie uczniom streszczenia dzieła, aby mogli dokonać charakterystyki jednego z bohaterów?! No ja przepraszam, ale co to niby miało być? Skrócona lekcja języka polskiego na szybko? Dzielnym pedagogom doradzam harakiri.

To oczywiście konsekwencja wysokich zarobków nauczycieli. W końcu do zawodu ciągnie sama elita. Kuszona niezwykłymi pieniędzmi.

Mam wrażenie, że kolejni ministrowie edukacji chcą traktować uczniów tak ciepło jak matka rozpieszczająca dziecko. W końcu to przyszli wyborcy. Co gorsza, ciągłe obniżanie standardów jest akceptowane przez wszystkich. W końcu lepiej mieć dyplom z wiedzy o byle czym niż nie mieć go wcale. O ile jeszcze elity społeczne mobilizują się, by wydukać, że matura z polskiego to konieczność to już matematyka jest nie do zaakceptowania. Och, iluż to znanych intelektualistów już nam się zwierzyło, że z matemtyką to jest tak, że nie każdy ma zdolności, a oni w szczególności. Co z tego, że 30% na poziomie podstawowym równa się znajomości najprostszych działań na liczbach i odrobiny wyobraźni. A kto za was, do cholery, będzie liczył pieniążki w portfelu? Nie wspomnę już, że dla rozwoju cywilizacyjnego kraju matematyka jest potrzebna jak powietrze.

Kolejne absurdy edukacyjne ujawnił ostatnio Marek Rocki w tekście dla "Rzepy". Jak to jest, że można zdawać egzamin z wiedzy o tańcu a nie można z podstaw przedsiębiorczości? Korzyści z wiedzy o tańcu zazwyczaj żadne - jeszcze sam taniec przedstawia sobą zazwyczaj wartośc (można wygrac "Taniec z gwiazdami"), ale wiedza ("Wielką grę" już zlikwidowali)? Na podstawach przedsiębiorczości nie nauczą co prawda jak wygrywać taneczne show - tam uczą czegoś ważniejszego - jak żyć w kapitalistycznym świecie.

Tymczasem posprzeczjamy się dalej, kto jest głąb a kto nie. Komu medal za zasługi dla edukacji, komu więzienie. Przy okazji zróbmy kilka cieć w wymaganiach. Ważne żeby wszyscy byli szczęśliwi i dostawali po 101% punktów. Tak nam dopomóż bóg!